Kwestia Czasu

KAJA DŁUGOSZ „Kwestia Czasu” (POBIERZ)

EDYCJA: 2026

SYSTEM RPG: Obcy (lub inny SF)

SETTING: science fiction, space opera, science fiction horror

LICZBA GRACZY: 2-7

LICZBA SESJI: 1

POSTACIE: gotowe postacie, element kreatywny

OPIS PRZYGODY: Opowieść zaczyna się na pokładzie statku górniczego, gdzie załoga budzi się z kriostazy w środku narastającego kryzysu. System chłodzenia reaktora uległ awarii i trwa odliczanie do momentu przeciążenia. W warunkach ograniczonego dostępu do systemów i niepełnych informacji od sztucznej inteligencji postacie graczy próbują opanować sytuację, stopniowo odkrywając ślady wcześniejszych wydarzeń.

TRIGGERY: body horror

Spoiler

WOJCIECH ROSIŃSKI

Jestem rozdarty w kwestii tej pracy. Z jednej strony podoba mi się struktura otwartego problemu z wieloma rozwiązaniami, ubrana w bardzo dobrze przemyślaną, pasującą do świata obcego sytuację. Do tego praca jest stosunkowo dobrze napisana, zarówno pod kątem opisów jak i użytkowym. To co nie przypadło mi w niej do gustu to sposób w jaki scenariusz narzuca limit czasowy i to nie w grze a w czasie rzeczywistym. Nie jestem fanem tego typu zabiegów, z mojego doświadczenia nie wprowadzają one wcale napięcia i z reguły bardziej przeszkadzają niż pomagają w skupieniu się na sesji. Są znacznie lepsze sposoby na to, by upewnić się, że materiał bez problemu uda się rozegrać w trakcie jednego spotkania. Druga rzecz, która nie przypadła mi do gustu to twist. Sam w sobie jest ciekawy ale nie tylko unieważnia znaczenie wszystkiego co rozegra się na sesji to jeszcze dodatkowo gracz po jego ujawnieniu może po ludzku poczuć się oszukany. Prace czytało się ciekawie ale nie jest to rodzaj przygody jakiej ja osobiście szukam.

PIOTR CICHY

Oryginalny pomysł na przygodę bardzo mi się podoba. Idealnie pasuje do klimatu Obcego i tematów poruszanych w tych opowieściach.
W pierwszym odruchu zastanawiałem się czy półtorej godziny to nie za mało, ale po zastanowieniu się myślę, że to idealny czas. Akurat tyle powinno wystarczyć, żeby gracze mogli zorientować się w sytuacji, trochę poprzeżywać indywidulanie lub z innymi i poszukać rozwiązania (lub nie – to też ciekawy wybór).
Porządne streszczenie na początku pracy! To naprawdę pomaga. Dlaczego jest to tak rzadkie?
W sekcji dotyczącej zakończenia nie ma wspomnianej opcji użycia kombinezonów ochronnych, które wydają mi się najłatwiejszym sposobem przetrwania dekontaminacji.
Żałuję, że postaci graczy nie zostały szerzej opisane, np. z opcjami dotyczącymi ich przeszłości.
Scenariusz wspomina przekazywanie informacji o scenach z przeszłości na karteczkach od MG. Szkoda, że nie zostały przygotowane w tej formie w samej pracy. I to w sumie mój największy zarzut tutaj. Trochę za dużo jest zostawione do zrobienia przez graczy i MG, gdy dość łatwo można było dać tutaj wsparcia, zwłaszcza jak wynika z tekstu, gdy już było to rozgrywane testowo.
Nie obraziłbym się za odrobinę mechaniki – albo ze wspomnianego FU, albo z oryginalnego Obcego od Free League. To znowu kolejne wsparcie dla grających – pewnie nieobowiązkowe, ale mogące trochę ułatwić zagranie w tę przygodę.
Podoba mi się losowe tworzenie struktury sekcji z karteczek post-it.

PRZEMYSŁAW FRĄCKOWIAK-SZYMAŃSKI

  • Jest dobre streszczenie, tzn. takie skierowane do faktycznych odbiorców, czyli MG. 2 krótkie paragrafy i od razu wiem, czego się spodziewać.
  • Odniosłem wrażenie, że autorzy doskonale wiedzieli, co chcą osiągnąć, a to zawsze dobry znak. Efektem jest intensywny, 90-minutowy jednostrzał z dobrym klimatem, dobrymi wskazówkami śledztwa, dobrym zwrotem akcji, i dobrymi wskazówkami technicznymi (choć osobiście zrezygnowałbym z odgrywania scen z przeszłości przez graczy, żeby nie wytracać tempa).
  • Sugerowałbym jednak nigdy nie wyłączać zegara w trakcie sesji – sama jego obecność jest meta, i to że tyka podczas rozmaitych dyskusji i aside’ów akurat niczego nie zaburza.
  • Dodatkowym plusem dodatnim jest bardzo rzetelne opracowanie tekstu. Błędy może pojedyncze są (w sumie zauważyłem tylko parę pomyłek interpunkcyjnych), ale stylistycznie jest bardzo dobrze, i co najważniejsze – praca nie jest przegadana. Bardzo doceniam zwłaszcza wypunktowanie wskazówek dostępnych w każdej z sekcji – w trakcie prowadzenia to właśnie interesować mnie będzie najbardziej.
  • Samo śledztwo też jest zrealizowane w sposób grywalny – drużyna ma realne szanse odkryć dużą część prawdy, a w razie czego struktura przygody daje MG furtkę do dopowiedzenia reszty w nienachalny sposób (np. w formie logów/nagrań, a nie „SI monologuje całą ekspozycję”). Plot twistu nie oceniam ani na plus, ani na minus, bo zupełnym zbiegiem okoliczności już grałem w przygodę z dokładnie tym samym zwrotem (tylko setting inny).
  • Ogółem – jestem pod dużym wrażeniem, i jest to jeden z moich faworytów tegorocznej edycji.

EWA HOPKE

Mega filmowy scenariusz z klimatem kosmicznego thrillera i ciągłym poczuciem, że coś jest bardzo nie tak. Mechanika odliczania czasu robi świetną robotę i skutecznie buduje napięcie.
Jestem wielką fanką „Zaginięcia Alice” i „Kwestia czasu” mocno przypomniała mi tę grę, więc przyznaję, że mogę być nieco nieobiektywna.
To jednak materiał raczej dla MG, którzy lubią improwizować, żonglować informacjami i utrzymywać graczy w ciągłej niepewności. Nie jest to scenariusz dla każdego, a próg wejścia oceniam jako dość wysoki.
Na plus trzeba jednak zaznaczyć, że informacje zostały podane czytelnie i bez chaosu, co wcale nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

JUSTYNA JASIOROWSKA

Doceniam, że przygoda mocno trzyma się wstępnych postanowień, zwłaszcza zamierzonego czasu. Jest nastawiona na bleed, co wiele osób lubi i jestem w zasadzie pewna, że im Kwestia Czasu spodoba się w całej rozciągłości. Natomiast niedosyt mogą poczuć gracze, którzy lubią coś osiągnąć podczas sesji. Zabrakło mi dodatkowej stawki, jakiegoś wątku pobocznego, w którym mógłby dodatkowo wybrzmieć wątek tracenia człowieczeństwa i może właśnie walki o ten ostatni ludzki gest. Odniosłam też wrażenie, że tej przygodzie przydałyby się gotowe karteczki i pomoce dla graczy. W tym przypadku handouty pozwolą się graczom szybciej zorientować w przestrzeni i zaoszczędzić na czasie zanim jeszcze sami zaczną się z nim liczyć.

KONRAD MROZIK

Kwestia Czasu to dobrze naprawdę dobrze przygotowana przygoda, mająca w sobie tajemnicę, presję czasu oraz zwrot akcji, które mogą na długo pozostać w pamięci całej drużyny. Jednocześnie widzę wiele niebezpieczeństw, które przy niedoświadczonych osobie prowadzącej lub graczach mogą zarówno spowolnić akcję, jak i wybić z budowanego klimatu. Niemniej scenariusz jest bardzo dobrze opisany, sprawiający wrażenie przemyślanego i poukładanego, wszelkie pomieszczenia oraz wskazówki są czytelne i pomocne, jednak brakuje mi nieco więcej instrukcji, jak faktycznie prowadzić motyw utraty człowieczeństwa i zyskiwania świadomości, jako obcy, przy czym waga motywacji oraz zadawane pytania są dużą pomocą i idą w dobrym kierunku.

WERONIKA RĘDZINIAK

Werdykt: grałabym, prowadziłabym. Osobo autorska, zostańmy przyjaciółmi. Jestem fanką zarówno Ten Candles, jak i Zaginięcia Alice, i tę przygodę uważam za bardzo zgrabne połączenie wybranych elementów – z własnym pomysłem, z dobrym wyczuciem, ile informacji potrzeba i jak nie lać wody. Od początku czułam, że ta przygoda jako materiał będący instrukcją została bardzo solidnie przemyślana. Są podstawowe informacje, są jasne wskazania „zapamiętaj to”, jest skipowanie rzeczy nieistotnych (jak dokładne opisy maszyn albo nadmiar nazw własnych do zapamiętania). No i wreszcie nie ma villainów, są zrozumiałe w swojej wzajemnej sprzeczności cele. Samo gęste w tej zupie.
To scenariusz dla dojrzałych drużyn, zaznajomionych z BHSami i gotowych na bleed. Idealnie dla mnie.

KUBA SKURZYŃSKI

Przyznam szczerze, że ciężko mi nazwać ten tekst przygodą, czy nawet scenariuszem w rozumieniu RPG. Dominuje tutaj długi (w stosunku do reszty tekstu) opis przeszłych wydarzeń na statku kosmicznym, na którym budzą się postacie graczy, co zbliża go do opowiadania, do którego zakończenie dopisujemy sobie na sesji. Osoby grające wpierw tworzą postaci, które zgodnie z założeniami tekstu mają mieć psychologiczną głębię, żeby w finale historii dowiedzieć się, że od początku grania postacie te nie były i nie są już sobą. Przypominany kilkukrotnie motyw “motywacji do podpisania kontraktu” rozumiem jako założoną przez osobę autorską ramę narracyjną podczas sesji, która ma nadać jej głębi lub dramatyzmu. Do tego przygoda zakłada granie ze stoperem i jedność czasu przy stole z czasem w fikcji, który jest limitowany – postacie mają 90 minut na działanie. Dla mnie prowadzenie czy zagranie w taką grę brzmi jak stresujące, frustrujące doświadczenie, więc nie zdecydowałbym się na to, ani nie polecił nikomu wzięcia tej przygody na warsztat.
W tekście brakuje pomocy do faktycznego prowadzenia sesji – przygoda o badaniu statku kosmicznego nie ma choćby ogólnego schematu pomieszczeń tego statku, a zgodnie z opisem większość urządzeń nie działa i “odmawia wykonywania poleceń operacyjnych” – czymkolwiek “polecenia operacyjne” by nie były” – nie wiadomo więc właściwie nawet, co załoga może faktycznie zdziałać.
Niestety, dla mnie Kwestia czasu to strata czasu.

MICHAŁ SOŁTYSIAK

I to jest to co lubię na naszym konkursie: przygoda z tempem, gdzie rzeczywiście nie jest łatwo i akcja pędzi do przodu. Tutaj jest twist fabularny, który jednak może bardzo spowolnić akcje. Ale nie musi. Może gracze zrozumieją, że tu nie ma co siadać i gadać o człowieczeństwie, tu trzeba kombinować, by przeżyć, albo i nie.
Ja bym w to grał, ale dodałbym więcej handoutów, żeby gracze dostawali różne pomoce. Dałbym mapę i karteczki z wiadomościami indywidualnymi, takie dodatkowe triggery, żeby akcja nie siadła. To jednak jedyny zarzut. Niestety: przygody na czas muszą być przyjazne graczom i trzeba do nich mocno przygotować sobie pomoce. Można grać bez, ale tak jest lepiej. Ja bym o nie poprosił.

MATEUSZ TONDERA

Ciekawy typ pracy, która jest dla mnie średnia, ale nie w ten nudny i bezbarwny sposób, gdzie wszystkie elementy są nieco mdłe i dają mdły rezultat, ale raczej poprzez duże kontrasty jakości wielu jej elementów.
Triku z czasem mógłbym bronić i wierzę, że jeśli zostanie dobrze zrealizowany, to może wywrzeć ogromne wrażenie na graczach. Bardzo podoba mi się również, że przygoda nie jest liniowym przebiegiem scen, lecz opisem otwartej sytuacji, z którą gracze mają sobie poradzić. Niestety, moim zdaniem, finałowy twist jest fatalny i unieważnia wszystkie starania graczy. W najgorszy możliwy sposób „obsługuje sam siebie”.

JAKUB ZAPAŁA

Plusy:
* dobra prezentacja założeń systemu;
* jasno komunikowany Graczom limit czasu;
* dobre wykorzystanie założeń settingu dla budowy klimatu.
Minusy:
* tekst jest dość surowy;
* brak dobrego wykorzystania narzędzi deklarowanej mechanik (FU);
* niewystarczające wskazówki dla MG, jak wywołać założony efekt;
* tekst wprowadza trochę w błąd: nie jest to konwentowy jednostrzał na 1:30 h, a standardowa sesja na około 3-4 h, z powodu wprowadzanych pauz.
Komentarz: Ciekawy koncept, który jednak lepiej sprawdziłby się jako scenariusz larpa albo improwizacyjnej dramy niż sesji RPG. Bardzo zyskałby na wykorzystaniu mechanik wspierających jego koncepcję, np. zegarów albo zmodyfikowanych zasad stresu z Obcego. W obecnej formie nie korzysta nawet z zadeklarowanych zasad FU dla wspierania rozgrywki. Na tym etapie jest to opis storytellingowej sesji, bez dobrych wskazówek, jak MG miałby uzyskać zadeklarowane przez autora efekty.

MICHAŁ KRZYŻANOWSKI

Co mi się podoba:
1. Bardzo lubię motyw „człowiek kontra technologia”, który pojawia się w dziełach kultury sci-fi, przede wszystkim za jego klaustrofobiczny wymiar, każący skupiać się na szybkich decyzjach i wyborach moralnych, a „Kwestia Czasu” właśnie to obiecuje. Przynajmniej częściowo.
2. Niby scenariusz dzieje się w zamkniętej przestrzeni, ale ta daje mnóstwo okazji do działania, podejmowania wyborów i próbowania jak poradzić sobie w ekstremalnej sytuacji. Każdy sposób może okazać się dobry, a jeżeli nie, to zawsze pozostają inne rozwiązania.
3. Lokacje opisane są skrótowo, jednak esencjonalnie. Dzięki temu dokładnie wiadomo na czym można się skupić i jakie informacje uda się zdobyć w danym miejscu.
4. „Kwestia czasu” stawia również pytania o tożsamość postaci, co jest zarówno śmiałym wyborem, jak i trudnym materiałem do prowadzenia oraz grania w przypadku gotowych scenariuszy. Wierzę jednak, że elegancka prostota tej pracy ułatwi to i przyniesie wielu osobom dużo przyjemnych zagwozdek moralnych i wątpliwości.
5. FU jest też świetnym pierwszym wyborem, który sugeruje osoba odpowiedzialna za scenariusz, na stworzenie dynamicznej opowieści.
Nad czym się zastanawiam:
1. Znam jedną grę w której realny timer sprawił się bardzo dobrze, było to „Alice is Missing”. Natomiast „Kwestia Czasu” ma zupełnie inne założenia, strukturę oraz wymagania, jakie stawia przed osobami grającymi. W „Zaginięciu…” pełnił funkcję kontrolującą etapy rozgrywki i czuwał nad tym, by jej ramy były zwarte, tutaj zupełnie nie widzę powodu, by presji realnego czasu nie zastąpić dość staroszkolnymi metodami jak wszelkiego rodzaju zegary, liczniki „zagłady” (na przykład dwanaście świecuszek czy ) czy też zmianę dostępnego czasu na metawalutę potrzebną do eksploracji konkretnych miejsc, dokładniejsze zbadanie sytuacji, wykonanie niektórych zadań czy nawet udzielenie pomocy innym osobom grającym. Pomysł aby zatrzymywać stoper na czas wyjaśnienia niejasności i retrospekcję ratuje dla mnie ten pomysł, ale wciąż podchodziłbym do niego z wątpliwościami.
2. Twist całkowicie mnie odrzucił, być może dlatego, że podobnego zabiegu doświadczałem wiele razy i za każdym razem czułem, że bardziej odbiera mi sprawczość niż wprowadza ciekawe rozwiązanie. Sam motyw zagrożenia awarią z którą trzeba sobie poradzić i wobec którego padają pytania o człowieczeństwo, motywacje i podejmowanie wyborów byłby dla mnie wystarczający by wyłuskać ten ludzki czynnik o który chodzi w kosmicznych opowieściach. Przepraszam, osoba autorska, to bardzo subiektywne zastrzeżenia. Po prostu sesje z „twistem tożsamości” kojarzą mi się z MG, który nagle przybywa glorii i chwale, by obwieścić to, czego nie wiem o swojej postaci i całkowicie zmienić jej świat. Nie jestem przekonany, czy gry fabularne wciąż tego potrzebują.

[collapse]

Caprese z krabami

JAKUB FITAS „Caprese z krabami” (POBIERZ)

EDYCJA: 2024

SYSTEM RPG: Mothership 1 edycja

LICZBA GRACZY: 2-4

POSTACIE: własne

OPIS PRZYGODY: Kontrakt na odnalezienie zaginionej prowadzi bohaterów na odległą stację górniczą. Sprawę komplikuje fakt, że główna zainteresowana niezamierzenie sprowadziła tam również krabopodobne obce formy życia.

Spoiler

MARYSIA BORYS-PIĄTKOWSKA

Zupełnie nie mój klimat, nie chciałabym ani zagrać, ani poprowadzić. Niemniej, co kto lubi. Merytorycznie uważam, że praca jest nieźle napisana, dojrzałe, co nie jest takie oczywiste w przypadku kontrowersyjnych tematów, a dużym jej plusem to nieliniowość, która przedstawiona jest w przystępny sposób.

ASIA WIEWIÓRSKA

Jestem pewna, że ta przygoda wzbudzi jakieś kontrowersje. I dobrze, bo co jak co, ale body horror ma obowiązek je wzbudzać, jest to przecież nieodłączną częścią tej konwencji a ja czuję, że autor doskonale to rozumie a ja zrozumienie konwencji bardzo ale to bardzo doceniam. Ja sama za body horrorem nie przepadam, ale bardzo szanuję, bo wyszły z niego takie niezwykłe utwory jak „Blob”, „Mucha” czy „Coś za mną chodzi”. I tak – grzybiejące genitalia i chorobliwa zwierzęca (sic!) nimfomania są obrzydliwe i niepotrzebne w każdej innej konwencji… poza body horrorem. Tu są wręcz oczekiwane! 

Problem, z którym radzić będą sobie bohaterowie jest tu zagrożeniem dla całej populacji, więc stawka jest wysoka. Bohaterowie zachowują się logicznie a wręcz realistycznie, dzięki czemu ma się wrażenie że ten świat tętni życiem. W dodatku są bardzo dobrze rozpisanie, wraz ze swoimi motywacjami i celami. Sytuacja w miejscu akcji jest zmienna w czasie – jest duża dynamika, Gracze beda operować w różnych trybach, od ze spokojnego egzystowania do survivalu grozy. Wszystko to sprawia, że „Caprese z krabami” to bardzo dojrzała i nieliniowa przygoda, która daje Graczom wiele możliwości działania a w tekście przedstawiono różne opcje i bogate ich konsekwencje. Widać tu doświadczenie. Dla mnie bomba!

PIOTR CICHY

To może być niezła zabawa dla właściwego odbiorcy. Ja, niestety, do nich nie należę. Średnio mnie bawi przygoda skupiona na penetracji (taaaak) kosmicznego zamtuzu, badaniu organów płciowych kobiet i mężczyzn, z kulminacją w postaci ucięcia muchomora wyrastającego facetowi w miejscu członka.

Stacja górnicza na peryferiach, niebezpieczna obca forma życia, bezduszność przedstawicieli władz i korporacji – ładnie się to wszystko wpisuje w konwencję Mothershipa. Elementy mechaniczne na pierwszy rzut oka wyglądają porządnie. Mistrz Gry ma dobrą podstawę, żeby poprowadzić tę przygodę.

Brakuje mi choćby schematycznej mapki stacji i okolic. Jest to ogólnie opisane w tekście, ale grafika byłaby tu bardzo przydatna – zwłaszcza że akcja na różnych etapach przygody ma spory potencjał doprowadzenia do zabaw w kotka i myszkę – czy to z uciekającą Emily, czy z graczami uciekającymi przed androidami albo potwornym krabem, albo w końcu przed szturmowcami pacyfikującymi stację. Przydałoby się też, moim zdaniem, nieco większe wsparcie dla prowadzenia tych wszystkich pościgów, choćby tabelka losowa z pojawiającymi się niespodziankami na trasie.

W ogóle tekst przygody mógłby być trochę przyjaźniejszy dla osoby chcącej to poprowadzić, a nie będącej autorem. Paru rzeczy trzeba się domyślać, część jest wyjaśniona później niż kiedy się pojawia. Ogólny przebieg fabuły ledwie naszkicowano i wymaga sporej improwizacji od Mistrza Gry. Są to rzeczy typowe dla konwencji, więc rozumiem, że założenie jest takie, że skoro gramy w Mothership to prowadzący ogarnia realia i typowych NPCów. Tekst podrzuca główny pomysł (który może się podobać lub nie – jak w moim przypadku), a szczegóły wymyśli się na bieżąco, bo przecież chyba nie mają znaczenia (?).

Podane w tekście alternatywne zahaczki przyjąłbym jako dodatkowe wątki. Dzięki temu przygoda będzie ciekawsza, gracze będą mieli więcej do roboty. Pojawi się też większa okazja do bardziej zróżnicowanych interakcji z bohaterami niezależnymi.

Podsumowując: przyzwoita przygódka o nieprzyzwoitej treści, da się poprowadzić, jak ktoś nie boi się sporej improwizacji i tematyki chorób wenerycznych.

KAROL GNIAZDOWSKI

Przygoda ma dobrą, zwartą i użyteczną obsadę. Do tego sensowny countdown. Jest też dość przekrojowo rozpisana tam, gdzie potrzeba informacji. Widzę w niej sensowne decyzje warsztatowe, ale sporo straciły przez kilka detali komunikacyjnych. Szczerze mówiąc, przy pierwszym kontakcie zwyczajnie się w tym materiale pogubiłem pod kątem potencjalnego prowadzenia.

Po pierwsze, bardzo brakowało mi mapy. Mothership ma piękne tradycje mapowania w modułach. Nawet elipsy i prostokąty w konwencji wziętej z Funtu Ciała byłyby tu na wagę złota.

Po drugie (i jest to raczej nieduża uwaga), wydało mi się, że tekst ma za mało punktów wejścia w śledztwo. Do czasu eskalacji mamy bardzo ograniczone zahaczki głównego tematu (w gruncie rzeczy rozmowa z Emily i Regulusem – z natury ograniczone same w sobie i poza nimi może jeszcze dostrzeżenie otępiałych mieszkańców) i nie zdziwiłbym się, gdyby przy niektórych stołach przygoda dziwnie tu utykała na frustrującym wypaleniu wszystkich wątków. Pierwsza eskalacja wprowadza tylko tyle, że wokół Emily rozgrywa się dodatkowy konflikt postronnych osób.

Na obronę dodam, że jest to zgodne z założeniem suspensu, które opisano we wstępie, ale…
Ja w pierwszym czytaniu nie wiedziałem, co powinno się na tym wstępnym etapie TAK NAPRAWDĘ dziać i w jaki sposób rozkładać akcenty. Dopiero powrót do tekstu pomógł mi to sobie poustawiać w głowie. A to znaczy, że materiał nie był dla mnie dostatecznie czytelny (nie mam problemu z wracaniem po szczegóły, ale chcę rozumieć intencje już przy pierwszym podejściu).

Chcę, żeby było jasne: uważam tę przygodę za bardzo solidną pod wieloma względami. Jest napisana na pewno przez osobę, która rozumie grę, do której pisze i korzysta ze sprawdzonej struktury. Warsztatowo dużo rzeczy tutaj zwyczajnie gra. Gdyby jeszcze tekst miał bardziej wspierającą redakcję, być może byłby bliski moich faworytów?

PRZEMYSŁAW FRĄCKOWIAK-SZYMAŃSKI

+ Pomysł na pewno oryginalny. Seksualnie podbarwiony body horror jest raczej rzadki, ale skuteczny – choć na pewno nie dla każdego.

+ Dobra organizacja tekstu, byłbym w stanie to prowadzić po jednym przeczytaniu, a informacje napływają w spodziewanej kolejności. Jedynym wyjątkiem jest Doktor Regulus, który wziął mnie z zaskoczenia, bo nic o nim nie ma we wstępie.

– Brakuje jakiejś choćby schematycznej mapki, jako pomocy w improwizacji. A może się okazać, że bohaterowie będą musieli się ukrywać albo uciekać, i wtedy porządne opracowanie lokacji dodaje realizmu, a przez to napięcia.

– Ciężko mi uwierzyć, że jest tu dość materiału na „kilka dni” pobytu na stacji – przypuszczam, że przeciętna drużyna rozwikłałaby sprawę w parę godzin, a potem co? Nie jest to problemem, bo MG zawsze może przyspieszyć rozwój wydarzeń, ale wtedy gracze mogą odnieść wrażenie, że pasożyt tylko czekał z niewiadomego powodu na ich przybycie (bo w końcu pojawił się na stacji już jakiś czas temu).

– Jakoś nie podłapałem horrorowego nastroju. Jest to pewnie związane z powyższym niedostatkiem materiału – jeśli BG będą się nudzić, to żadnego napięcia nie zbudujemy.

KONRAD MROZIK

Nie jest to łatwa przygoda, ale warto sięgać po tego typu wyzwania. Jest to jeden z niewielu gotowców, który ma tak rozbudowany wstęp do przygody, który jednocześnie się nie dłuży i jest bardzo ładnie przedstawiony. Historia porusza trudne tematy w bardzo zgrabny sposób, rzuca jednocześnie bardzo ciekawe spojrzenie na znany system. Trzyma klima i poziom od początku do końca, płynie zgrabnie i w czytelny sposób przedstawia wszystkie elementy przygody. Osoba autorska zdecydowanie odrobiła lekcje z dramaturgii i w rzetelny sposób wprowadza MG do przeprowadzenia tej opowieści.

Zamiast liniowości, jest mapa miejsc, postaci i wydarzeń, między którymi zgrabnie można lawirować. Narzędziowość i funkcjonalność przygody jest na bardzo wysokim poziomie, tak samo trzymany w ryzach charakter opowieści oraz wpływ bohaterów na przebieg rozgrywki.

JAKUB ZAPAŁA

Interesującą przygoda o luźnej konstrukcji, pasującą do konwencji systemu. Tekst dobrze przygotowany do prowadzenia po jednokrotnym przeczytaniu. Specyficzny koncept scenariusza oznacza jednak, że należy starannie omówić jego tematy i konwencję na sesji zero, bo nie każdy będzie chciał grać w tego typu historię.

Plusy:

* jasny opis triggerów; 

* ciekawy koncept na pograniczu body horroru, groteski i erotyki; 

* czytelne opisy oraz przydatne wstawki fabularne; 

* swobodna konstrukcja oparta o motywacje BN-ów, która daje dużo swobody BG; 

* ciekawe wątki poboczne.

Minusy:

* zdecydowanie przygoda nie dla wszystkich ze względu na poruszane tematy pasożytów i chorób wenerycznych; 

* nieakceptowalne porady co do manipulowania Graczem w celu upatrzonego sposobu odgrywania postaci; 

* brak jasnych porad, co do rozegrania finału.

[collapse]